ptaki na niebie
Przemyślenia

Sztuka zarządzania myślami

Czytałam ostatnio książkę. Taki niepozorny poradnik, na rozluźnienie i do zrelaksowania się. Zawierający same oczywistości, jak wszystkie poradniki. Bo przecież my wszystko wiemy. Tylko wciąż zapominamy.

I trafiłam tam na pewien fragment.

„Wszyscy na świecie szukają szczęścia, a jest jeden tylko sposób, aby je znaleźć. Trzeba kontrolować swoje myśli. Szczęście nie przychodzi z zewnątrz. Zależy od tego, co jest w nas samych. (…) To, kim jesteś, gdzie jesteś, czym się zajmujesz i co w danej chwili robisz, nie czyni cię szczęśliwym lub nieszczęśliwym. Ważne jest to, co o tym wszystkim myślisz (…). A. Lincoln mawiał: „Ludzie są dokładnie tak szczęśliwi jak myślą, że są.”

I wiecie co? To jest bardzo ważna sprawa.

Podsumowałabym ten cytat w dwóch punktach.

1/ To jak się czujesz, zależy od tego, o czym myślisz.

2/ A to o czym myślisz, zależy tylko od Ciebie.

Oczywiste, prawda?

„Jedynym problemem, z którym musimy sobie poradzić, jest umiejętność właściwego myślenia”

Gdy piszę ten tekst, wraca do mnie wspomnienie pewnej sytuacji, która kilka lat temu wywołała we mnie ogromną lawinę stresu.

W wyobraźni wyświetlały mi się wciąż nowe scenariusze wydarzeń, których większość zaczynała się od „A co, jeśli…” i choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że taki stan bardzo odbija się na moim zdrowiu, nie potrafiłam się uspokoić. Po kilku dniach myślenia na najwyższych obrotach i trwania w stanie ciągłego niepokoju czułam się wykończona.

I wtedy usłyszałam od kogoś bardzo ważne i bardzo oczywiste słowa.

Niezależnie od tego, jak bardzo się martwisz, stresujesz, boisz – to, o czym myślisz w żaden sposób nie wpływa na sytuację. Sytuacja wcale się nie zmienia.

Ten moment mam nagrany na swojej pamięciowej taśmie jakby był sceną z filmu, gdy kamera w trybie slow motion zbliża się do twarzy, a w kadrze widoczne są tylko oczy, które rozbłyskują ze zrozumieniem, jakby te słowa były brakującym elementem układanki, dzięki którego znalezieniu wszystko staje się jasne i oczywiste.

Rzeczywiście.

Czasem to, co dzieje się w myślach, a to co faktycznie się dzieje, to dwie zupełnie inne kwestie i toczące się równolegle rzeczywistości.

Zrozumiałam, że tym samym czasie, w którym pochłaniają mnie niepokojące myśli, mogę myśleć o czymkolwiek innym: wspominać wakacyjny wyjazd, zastanawiać się, co zjem na kolację, przypominać sobie najśmieszniejsze memy, czy cokolwiek innego – a sytuacja nadal będzie wyglądała tak samo. I jedyne co się zmieni, to mój nastrój.

Wyjść ze swojej głowy

Autor: Michalina Tańska, źródło

Zastanawiając się nad tym tekstem, próbowałam przeanalizować jak nauczyłam się hamować negatywne myśli i „wychodzić ze swojej głowy”, bo tak sobie nazwałam ten proces.

Zastanowiłam się, o czym dokładnie myślę (i oczywiście zapisałam to w pamiętniku – pamiętnik jest niezastąpiony w takich sytuacjach, będę to powtarzać zawsze i przy każdej możliwej okazji).

Później przeanalizowałam jak to, o czym myślę wpływa na mój nastrój: czy go poprawia, czy przeciwnie. Później postanowiłam, że za każdym razem, gdy zacznę się martwić albo zapadać się w negatywnych myślach , powiem sobie „stop” i będę ucinać te myśli. Następnie spisałam listę przyjemnych tematów zastępczych, którymi miałam zastępować te nieprzyjemne.

I choć pierwsze dwa dni były super trudne i wymagały użycia całej siły woli, to z każdym kolejnym było łatwiej.

Martwienie się poważnie szkodzi tobie i osobom w twoim otoczeniu

I jest pewnego rodzaju uzależnieniem psychicznym. Dlaczego? Odpowiedź znalazłam w książce Daniela Golemana „Inteligencja emocjonalna”.

„Może wydawać się to dziwne, ale jak wskazuje Borkovec, zazwyczaj niepokojenie się ma taki sam pokrzepiający wpływ jak przesądy. Ponieważ niepokoimy się wieloma rzeczami, których prawdopodobieństwo zdarzenia się jest znikome – śmiercią ukochanej osoby w katastrofie samolotowej, bankructwem i tym podobnymi sprawami –  jest w tym, przynajmniej dla układu limbicznego (układu odpowiadającego za emocje – przyp. J.), coś magicznego. Niepokojowi, podobnie jak amuletowi, który chroni nas przed jakimś przewidywanym złem, przypisujemy zasługę zapobieżenia niebezpieczeństwu, na którym obsesyjnie się koncentrujemy.”

Po przeczytaniu tego fragmentu szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia: no tak, przecież ja tak robię! Czasem stresując się czymś i obawiając czegoś, np. jadąc na rozmowę o pracę, byłam w stanie wymyślić sto pięćdziesiąt różnych scenariuszy tego, co może pójść nie tak. I rzeczywiście – tworząc sobie w głowie te nieprawdopodobne historie miałam poczucie, że skoro o nich wcześniej pomyślę, to na pewno się już nie zdarzą, bo przecież zawsze wszystko toczy się zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażamy.

To niesamowite, jak potrafimy oszukiwać nasze mózgi.

Myślowe statystyki

Zdajesz sobie sprawę z tego, że myślenie zajmuje czas? Jak wyglądałyby dzienne statystyki, gdyby istniała aplikacja kontrolująca myśli i sprawdzająca, ile godzin dziennie się czymś martwimy?

Albo monitorująca, jak często wracamy do przeszłości, wyobrażając sobie, „co by było gdyby”.

Albo ile czasu tracimy na myślenie o tym jak ktoś nas zdenerwował lub niesprawiedliwie potraktował.

Po co? Po co o tym myśleć?

Oczywiście, są sytuacje, w których nie obejdzie się bez specjalistycznej pomocy: w depresji nie da się zahamować negatywnych myśli tak po prostu. I wtedy tej pomocy należy szukać.

autor: Alessandra Olanow, źródło

Posługując się grafiką @aolanow, chcę zakończyć ten wpis subtelną sugestią: skoro nasze życie wewnętrzne rozgrywa się w nas samych, w głowie, w myślach, dobrze byłoby zadbać, żeby było to miejsce, w którym dobrze się czujemy. Wymaga to nieustannej pracy, cierpliwości i samozaparcia (a czasem wsparcia kogoś innego), ale da się.

I satysfakcja jest ogromna.

_____

Myśli na ten temat pomogła mi uporządkować książka Dale’a Carnegie’go  „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” i „Inteligencja emocjonalna” Daniela Golemana.

Za tę dawną rozmowę, która dużo zmieniła w moim myśleniu, bardzo dziękuję K.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.