Czy żyjąc szybko, żyje się podwójnie?

Nie lubimy czekać. Niecierpliwimy się, gdy znajomy przez kilka godzin nie odpisuje na wiadomość na Messengerze. Stanie na światłach wydaje się całkowitą stratą czasu. Korki na drogach doprowadzają nas do szału, a kolejki w sklepach i powolni kasjerzy w najlepszym wypadku tylko irytują.

Ludzi funkcjonujących na najwyższych obrotach po cichu podziwiamy (może nawet im zazdrościmy?), a umiejętność robienia kilku zadań jednocześnie jest powszechnie wymagana.

Szybciej, szybciej, szybciej

Stale gdzieś biegniemy.

Czy mamy poczucie, że szybkość życia przekłada się na jego wartość?

Czy tylko wciąż robiąc coś, realizując listę zadań do zrobienia mamy poczucie, że nie marnujemy czasu?

W każdej księgarni znajdziemy półkę z poradnikami dotyczącymi rozwoju osobistego, które prześcigają się pomysłami, jak efektywnie wykorzystywać czas, proponują triki jak być bardziej produktywnym i maksymalnie wykorzystywać każda minutę dnia.

Nie chcę żeby to zabrzmiało tak, jakby zarządzanie czasem było niepotrzebne, a poradniki głupie. Nie, nie uważam tak. Sama często czytam blogi o organizacji, słucham podcastów o rozwoju osobistym.

Umiejętność zarządzania czasem jest bardzo ważna i warto się jej uczyć, ale wydaje mi się, że większość ludzi nie uczy się zarządzania czasem po to, żeby mieć go więcej na odpoczynek, na rozwijanie zainteresowań, na spotkania z ludźmi, tylko po to, żeby jeszcze więcej  pracować.

Produktywność jest pożądana, każdy poradnik biznesowy wymienia to słowo co najmniej kilkanaście razy. Na każdym lifestyle’owym blogu można znaleźć wpis z poradami dotyczącymi zwiększania efektywności pracy.

Tylko czy pod nazwą produktywności coraz częściej nie kryje się pracoholizm?

Społecznie akceptowane uzależnienie

https://www.facebook.com/obrazkoterapia/photos/a.1561674534137364/2225135541124590/?type=3&theater

W większości firm nadgodziny nikogo nie dziwią, kalendarz zapisany po brzegi to norma. Bycie 24/h pod telefonem wydaje się oczywiste. Granica dzieląca pracoholizm i pracowitość (czy produktywność) jest cienka i bardzo łatwo ją przekroczyć, nie zdając sobie z tego sprawy.

Myślę, że jednym z powodów cichego przyzwolenia na uzależnienie od pracy jest mylenie tych pojęć. Innym powodem mogą być korzyści pozornie przewyższające straty dla obu stron: dla pracodawcy (zaangażowany pracownik poświęcający się firmie, placówce) i dla pracownika (pieniądze).

Jednak przemęczenie spowodowane nieproporcjonalną liczbą godzin pracy do czasu „ładowania baterii” prowadzi do wypalenia, będącego coraz częstszym zjawiskiem i dotykającym już nawet dzieci (!) – bo nauka też jest pracą. Ten problem bardzo dokładnie opisał niemiecki psychiatra Michael Schulte-Markwort w książce „Wypalone dzieci”.

Jestem świadoma tego, że często ludzie nie mają wyboru, muszą dużo pracować, bo zmusza ich do tego sytuacja życiowa, ale dla wielu osób jest to po prostu ucieczka przed innymi trudnościami – pociągająca za sobą niebezpieczne skutki.

Sądząc po rosnącej popularności tematyki slow life w mediach społecznościowych, wydaje mi się, że powoli ludzie orientują się, że coś jest nie tak i chcą żyć wolniej. Coraz częściej trafiam w internecie na teksty o tym, jak odpoczywać. Serio! Musimy się uczyć, jak odpoczywać. Jak odpuszczać, zostawić czas dla siebie. To absurd? Pewnie można to tak określić, ale to rzeczywistość wielu osób.

Czy zaczęliśmy uważać spokojne, wolne życie za bezwartościowe? Czy wartościowe staje się w naszych oczach dopiero wtedy, gdy grafik jest pełny od rana do wieczora, a weekendy zaplanowane na dwa miesiące do przodu?

A może wcale nam się nie podoba ta prędkość życia, ale nie widzimy innej możliwości, bo presja bycia produktywnym i uczenia się nowych rzeczy jest zbyt duża?

„Wbrew temu, co nam się powszechnie wpaja, wcale nie musimy czuć się winni z tego powodu, że nie zawsze gdzieś pędzimy, nie zawsze się czegoś uczymy i nie zawsze coś robimy. Nuda, odpoczynek czy bezczynność mogą bardzo skutecznie pobudzać wyobraźnię. W takich okolicznościach często zaczynamy zwracać uwagę na wiele zupełnie nowych rzeczy.”

„Pieszo i beztrosko. O sztuce spacerowania”, B. Smith Whitehouse

Wszechobecny pośpiech, czasu znak”

W ostatnich dekadach świat przyspieszył i możemy się denerwować, że wygląda tak, a nie inaczej, ale możemy też nauczyć się w nim żyć, świadomie regulując tempo swojego życia. Można zacząć chociażby od wysypiania się. Nieodbierania służbowych telefonów poza godzinami pracy. Wcześniejszego wstawania, żeby rano wypić kawę przy stole w kuchni, a nie w drodze do pracy czy na studia.

Przypuszczam, że są osoby, których ten temat nie dotyczy, bo potrafią zachować równowagę, są odporne na stres, dobrze odnajdują się w szybkim tempie życia. Jednak z moich obserwacji i rozmów ze znajomymi wynika, że jest to raczej mniejszość niż większość.

Napisałam ten tekst, żeby zmęczonym przypomnieć, że odpoczynek to podstawa zdrowia psychicznego, a martwiących się swoją „nieproduktywnością” uspokoić. Hej, chodzenie bez celu po domu, siedzenie na balkonie i obserwowanie ulicy – to też jest ok. Nie trzeba być ciągle zajętym i zabieganym.

_____

Tytuł jest fragmentem wiersza L. Mariańskiej „Żyjemy prędko”.

Dodaj komentarz